Festiwal Whisky Live Warsaw 2024
Relacja z tegorocznej edycji Whisky Live Warsaw niestety trochę się opóźniła, ze względu na mały problem techniczny na blogu. Zajęło mi chwilę rozszyfrowanie co zablokowało mi możliwość pisania, ale już problem jest zidentyfikowany i rozwiązany.
A więc wybrałem się z Gdańska do Warszawy, aby odwiedzić 2 festiwale, które co roku w jakiś sposób pokrywają się czasowo. Dzięki kondensacji czasowej obydwu wydarzeń terminarz był napięty. Ten wpis poświęcę Whisky Live Warsaw 2024.
Informacje praktyczne
Obiekt i plan festiwalu Whisky Live Warsaw
Kolejny rok z rzędu Whisky Live Warsaw organizowane jest w strefie prasowej stadionu Legii Warszawa. Duża i ustawna przestrzeń, wyjście na trybuny i murawa, na której ustawiona jest scena na wieczorne koncerty.
Standardowo przed wejściem strefa foodtrucków, a na dole odbiór zestawów festiwalowych z katalogiem festiwalowym, wodą i w moim przypadku z toniciem o smaku czarnego bzu z ogórkiem oraz kieliszkiem na smyczy.
Pierwsze piętro to szatnia i toalety. Zanotujcie, każdemu z Was się przyda na kolejnych edycjach jeśli dopiero to czytacie i jeszcze nie byliście 😉
Drugie piętro to główna strefa festiwalowa ze standami wystawców. To tu można spróbować setek różnych pozycji w cenie biletu. Można też dokupić za vouchery festiwalowe pozycje, których od dawna już nie można znaleźć na sklepowych półkach. Wiele z nich nie zdążyło nawet stanąć na półce.
Na drugim piętrze zaraz po prawej stronie od schodów ruchomych co ciekawe znajdowała się cukiernia Semifreddo, więc dostępne były pyszne Croissanty oraz inne słodkości. Sam osobiście zarezerwowałem sobie sztukę Croissanta z pistacjowym nadzieniem na następny poranek i mogę polecić.
Piętro trzecie i ostatnie, to sale w których odbywały się sesje Masterclass oraz 'High proof zone’, czyli kącik z na prawdę unikatowymi pozycjami. Tu oczywiście wszystkie sample dodatkowo płatne i w większości przypadków trzeba na prawdę głęboko sięgnąć do kieszeni. Jak co roku obowiązywał podział kolorystyczny, czyli butelki miały przypisane kolory, a kolory określoną cenę.









Atrakcje
Jak co roku organizator Whisky Live Warsaw oraz wystawcy przygotowali sporo atrakcji. Poza koncertami zespołów Lombard, Jary oddział zamknięty oraz Kapela Rokker, w tym roku odbyły się również pokazy barmańskie.
W piątkowe popołudnie o 17, 18, 19 i 20 na stoisku Franklin & Sons gościły 4 dwuosobowe zespoły barmanów. Byli to reprezentanci lokali: Kij, Toy Store, Hedwigs oraz Gatsby, którzy przyrządzali autorskie koktajle do degustacji wyłącznie na wyznaczonych pokazach.






Sklep festiwalowy
Sklep zlokalizowany był dosyć standardowo – zaraz po lewej stronie po wjeździe ruchomymi schodami. Został otwarty wcześniej niż festiwal, żeby można było na spokojnie zrobić zakupy. Nie wiem czy dużo osób korzysta z tej możliwości, bo ze względu na festiwal M&P dotarłem dopiero ok. 15. W okolicach sklepu rozlokowane zostały katalogi festiwalowe z listą alkoholi dostępnych na Whisky Live Warsaw w specjalnych festiwalowych cenach. Jeśli o tych mowa, to dało znaleźć się sporo pozycji w dobrych cenach, więc jeśli planowaliście zakupić jakieś pozycje to była ku temu dobra okazja.

Whisky festiwalowa
Tak jak i w poprzednich latach z okazji organizowania festiwalu Whisky Live Warsaw 2024 została zabutelkowana whisky. Tym razem była to zabutelkowana przez Carn Mor 11 letnia szkocka whisky Single Cask z destylarni Whitlaw o mocy 50,4% alkoholu. Dojrzewała w beczce Hogshead po Sherry Oloroso od 2013 roku do czasu przelania do butelek w 2024 roku. Edycja zostałą zabutelkowana w ilości 300 numerowanych sztuk. Dostępna była podczas festiwalu w cenie 450 PLN oraz po nim w ramach informacji mailowej od p. Jarosława.

Wystawcy na Whisky Live Warsaw 2024
Nowości na festiwalu
To kategoria, która miała kilku przedstawicieli. Z tego co pamiętam zarówno Bourbon Kings (imprter bourbonów) jak i The Last Port (importer alkoholi) nie byli obecni na poprzedniej edycji. Z nowości też stoisko baru, które reprezentował Dom Whisky / Cocktail Bar Max oraz wspomniany Hellyers Road. Nie kojarzę też z wcześniejszych edycji The Spirits of Virtue ani The Isle of Wight. Na pewno też Amber + Oak, o którym piszę w tym wpisie oraz Single Cask Nation i polska Legacy Distillery. Było też stoisko Idziemy na whisky, a także Spirits of Yorkshire. Z non-alco było MixMe z gotowymi miksturami do koktajli, które można zrobić w domu oraz Glen Dochus, o którym też poniżej wspominam jako ciekawostce.
Najciekawsze w mojej opinii
Moim zdaniem również w tym roku nie zabrakło na stoiskach ciekawych whisky i przyznam, że to właśnie lubię na WLW. Było w czym wybierać i sporo pozycji było w cenie biletu. W ten sposób odwiedziłem:
- Holyrood Distillery gdzie spróbowałem Embra oraz Ambir,
- The Last Port, dzięki czemu w końcu spróbowałem Michter’s w wersjach (Sour Mash, American Whiskey, Bourbon oraz Single Barrel Straight Rye)
- The Taste of Whisky, gdzie nabyłem sampla 'The Water’ oraz spróbowałem bardzo przyjemnego 10 letniego Miltonduff’a (1st fill bourbon barrel) zabutelkowanego w mocy beczki,
- Glen Dochus, czyli… bezalkoholowy odpowiednik whisky, gdzie przekonałem się, że tego typu płyny są mega ciekawe, ale nie zastąpią whisky. Słusznie też zwane są alternatywą dla whisky. W przypadku tej firmy posiadają oni odpowiedniki bourbonu, szkockiego klasycznego blenda z Highland i szkockiego Single Malta z Islay. Jak szybko wyczułem podstawą jest ta sama ziołowa mieszanka różniąca się dodatkami zależnie od wersji. Co ciekawe mikstura nie zawiera sztucznych dodatków. Fajnie było spróbować soute, ale chyba lepsza byłaby degustacja w koktajlach,
- Spirits of Yorkshire, gdzie spróbowałem 4 wersje (STR, IPA, ich whisky Filey Bay, z którą wcześniej również się nie poznaliśmy.
- Amber and Oak Compliance, gdzie spróbowałem świetnych bourbonów od Limestone Farms, Neeley Family Distillery oraz Hidden Barn, które nie były mi wcześniej znane. Wielkie dzięki również dla Charliego, który był na stoisku, za mega fajną rozmowę. Ogromne ukłony również za 2 butelki bourbonu, jakie udało mi się zdobyć. Jedna to wersja Small Batch od Limestone Farms, a druga to Single Barrel od Neeley Family Distillery. Pierwszy z nich to blend 6-9 letnich bourbonów, a drugi to z kolei potrójnie destylowany bourbon na bazie słodkiego zacieru (Sweet Mash) o zawartości 65% żyta oraz 49-cio miesięcznym okresie maturacji. Jeszcze bardziej cieszy duszę fakt, że jak widzę butelki nie są nigdzie w EU dostępne, a zdecydowanie skradły moje serce podczas degustacji.
- Al.Capone, gdzie nabyłem sampel amerykańskiej torfowej whiskey Westland w wersji 7YO Single Cask (No. 6162) finiszowanej w beczkach po Moscatelu.
- Tudor House (stacja dram), gdzie spędziłem baaardzo dużo czasu, żeby nadrobić zaległości ze szkockiej eksperymentalnej whisky Woven, poznać australijską Callington Mill oraz dowiedzieć się coś więcej na temat dostępnych z tych destylarni butelek. Trochę tego było, ale odsiałem ziarna od plewów…czy jak to się tam mówi 😉 Australijska Callington Mill Solera była nie lada zaskoczeniem, a szczególnie kiedy dowiedziałem się od przemiłych Pań Edyty i Basi, że swój udział w maturacji ma tu aż 14 różnych beczek! (Palo Cortado, Tokay, Porto Tawny, Sherry PX, Madeira, Moscatel, Australian Port, Amontillado, Brandy, Cognac, Australian brandy, Bourbon, Muscadelle, Rum).
- Lochlea, tu podziękowania dla przemiłej Emmy za fajną rozmowę, rzeczowy tasting oraz sampelka z Lochlea CS (batch 1).

































Sesje Masterclass
Jak co latach poprzednich tak i w tym roku ilość sesji Masterclass w ramach festiwalu Whisky Live Warsaw była bardzo szeroka. Zdecydowanie było w czym wybierać, bo w piątek odbywało się aż 13 sesji, a w sobotę 11. Warto nadmienić, że sesje często nakładały się na siebie, więc jeśli komuś spodobały się 2 sesje o tej samej godzinie, to musiał się zdecydować na jedną z nich. Do wyboru były sesje destylarni z całego świata. W rozkładzie pojawiły się sesje z: Hellyers Road, Deanston, Dalmore, Compass Box, Tullamore D.E.W., Woodford Reserve, Teeling, Wyborowa Pernod Richard, Bushmills, Macallan, Old Pulteney, Bruichladdich, Glenfarclas, Bunnahabhain, Signatory Vintage, Glenfiddich/Balvenie, Benriach, Angel’s Envy, Arran/Lagg, Boann, a także w tym roku 1 sesja z rumów.
Masterclass destylarni z Australii – Hellyers Road
Moją uwagę od razu zwróciła sesja z lekko egzotycznej, bo australijskiej whisky Hellyers Road. Na moje nieszczęście była w rozkładzie pierwsza na liście zaraz po rozpoczęciu festiwalu. Biorąc pod uwagę to, że planowałem wcześniej odwiedzić siostrzany festiwal (M&P), trochę skracało to czas jaki mogę tam spędzić.
Ostatecznie dotarłem na ostatnią chwilę i wszedłem do sali 2 minuty po czasie, ale i tak zwyczajowo wszyscy czekali 5 minut na spóźnialskich, więc nic mnie nie ominęło. Usiadłem na jednym z wolnych krzeseł, przy którym czekał już polany zestaw degustacyjny i gadżety. W line up’ie znajdowały się:
- Hellyers Road Double Cask 46,2% (5 lat – 1st fill bourbon, finisz w beczce po tasmańskim winie Pinot Noir)
- Hellyers Road The Journeyman 46,2% (vatting 2 beczek: 12YO ex-Bourbon oraz 5YO ex-Port Cask)
- Hellyers Road 10YO Oloroso Sherry Cask 46,2% – PREMIERA
- Hellyers Road 20YO 54,2% (1st fill Bourbon + finisz w 40 letniej beczce po Sherry Oloroso) Single Cask no. 23v07c03 – PREMIERA
- Hellyers Road 19YO Peated Single Cask #4085.05 61,3% (1st fill Bourbon)
Prowadzącą sesję była głównie Fiona Coutts, czyli Master Distiller wspomnianej destylarni. Na Masterclassie był również obecny p. Jarosław, który wzbogacał wykład swoimi opowieściami z podróży do Australii.
Zaczęło się niewinnie, bo Double Caskiem, który spędził 4-5 lat w beczkach z amerykańskiego dębu po bourbonie (ex-Heaven Hill cask) i był finiszowany w beczkach z dębu francuskiego po tasmańskim Pinot Noir. Nie była to jakaś niesamowita pozycja, ale mimo młodego wieku wszystko się tu zgadzało. Dosyć dobrze ukryty alkohol i całość gładka.
Następna butelka w kolejce to The Journeyman, czyli vatting dwóch beczek: młodszej 5 letniej ex-Port z francuskiego dębu i starszej 12 letniej ex-Bourbon z dębu amerykańskiego (ex-Jack Daniel’s cask). Tu już zrobiło się przyjemnie i ciekawie. W zapachu pojawiły się nuty lakieru, świeżej dębowej deski i trochę wanilii, a w smaku z kolei czekolada, skóra, truskawka, suszone owoce.
Trzecia butelka to pozycja, która pojawiła się premierowo i to z przytupem. Próbowaliśmy jej podobno jako pierwsi w Europie! W sprzedaży ma pojawić się dopiero w grudniu. Tą butelką było 10 letnie Oloroso, co na pierwszy rzut oka nie robi wrażenia, gdyż jest to jeden z najpopularniejszych rodzajów beczek używanych do starzenia whisky. W tym przypadku mamy jednak do czynienia z rewelacyjnym, wysoce pijalnym i sprawiającym dużą przyjemność płynem. W zapachu pojawiają się wyraźne wiśnie, śliwki, suszone owoce, pianki marshmallow, czekoladka z nadzieniem truskawkowo-śmietankowym oraz sok ze słodkich winogron. W smaku wysoki poziom jest również utrzymany. Zgarnąłem ok. 20 ml na sampla, żeby zrecenzować w tą pozycję w oddzielnym wpisie. Chociaż jak tak teraz wącham, to mam ochotę już ją wypić. Zapach ma nieziemski.
Obok czwartej pozycji również nie można przejść obojętnie. 20 lat spędzone w świeżych beczkach po bourbonie (pierwszego napełnienia) i finisz w beczce po Sherry Oloroso oddały piękną paletę smaków. W zapachu wyczuwalne czereśnie, suszone owoce, wanilia, cynamon. Zapach jest bardziej zbalansowany, 'cięższy’ i mniej lotny niż w 10 letnim Oloroso. W skrócie czuć, że jest bardziej okiełznany. Tu też urwałem sampelka, więc zabiorę się za niego jakoś niedługo i napiszę coś więcej.
Ostatnia z kolei, czyli 5 pozycja, została przesunięta na koniec ze względu na torfowy charakter. Bardzo dobrze zbalansowana i wysoce pijalna jak na wysoką zawartość alkoholu 61,3%. Whisky dojrzewała w beczkach z amerykańskiego dębu (ex-Jack Daniel’s). Torfowość na niskim poziomie, bardzo delikatna. Co ciekawe do produkcji używany był torf z Tasmanii, który w ramach ochrony środowiska jest licencjonowany. Kolejną ciekawostką jest to, że torf ten ma swój unikatowy charakter. Dlaczego? Co proste, ale nieoczywiste powstawał jak to torf przez tysiące lat, ale z udziałem drzew eukaliptusa, który występuje na tamtejszych terenach.




Podsumowanie
W ramach tej edycji Whisky Live Warsaw odrobinę lepiej się przygotowałem i wziąłem trochę buteleczek na sample oraz pro lejki, których wielokrotnie użyczałem na obydwu festiwalach. Jednak przy pozycjach 30-50+ PLN za sampla, warto wziąć sobie go na spokojnie do domu i to też Wam doradzam. Na festiwalu po 15+ innych wypróbowanych pozycjach…albo nawet po jednym intensywnym bourbonie czy jakimś torfiaku – smak jest już mocno zaburzony. Dlatego z festiwalu Whisky Live Warsaw przywiozłem 7 sampli:
- The Taste of Whisky 'The Water’ | Bruichladdich 13YO 64,7% [WB]
- Westland 7YO Moscatel Single Cask #6162 64,3%
- Lochlea – CS #1 60,1% [WB]
- Callington Mill – El Sol 46% [WB]
- Callington Mill – Solera 46%
- Hellyers Road – 10YO Oloroso 46,2% [Product]
- Hellyers Road – 20YO Oloroso 54,2% Single Cask #23V07c03







Ja wiem, jedni powiedzą, że były ciekawsze butelki, innym nie będzie się podobało, bo mało bourbonu, a innym jeszcze coś innego. Te akurat pozycje wybrałem, bo wydały mi się ciekawe i moim amatorskim okiem oceniłem, że są warte spróbowania.
Co do festiwalu to jestem trochę zawiedziony swoim planowaniem, bo zabrakło mi czasu na spróbowanie czegoś od Bimber Distillery. Tym bardziej, że mieli na stoisku serię Underground, na którą zapisywałem się przez 'ballot’ na stronie wielokrotnie. Jak się domyślacie nigdy nic nie udało mi się upolować. W założeniu przed festiwalem miałem też spróbowanie czegoś z Isle of Harris, The Isle of Wight Distillery, Penelope Bourbon, Isle of Raasay, Legacy, Wolfburn’a oraz duńskiego Stauninga. Niestety, albo i stety (o to przecież chodzi!) przy wielu stoiskach pochłonęła nas rozmowa. Do tego trochę zdjęć z festiwalu i przeliczyłem się z czasem, ale za to jest kolejny powód, żeby za rok również przyjechać na Whisky Live Warsaw 😉









