Cypr w grudniu?
Listopad oraz grudzień to wyjątkowo niewdzięczne miesiące jeśli chodzi o warunki pogodowe w Polsce. Chcąc odpocząć od zimna musimy wyjechać za granicę. Jest wiele kierunków, które bez wątpienia w tym czasie oferują wyższe niż w Polsce temperatury. Wielu z nas nie zdaje sobie sprawy, że nie trzeba wybierać się w bardzo odległe i drogie destynacje. Słońce i wysokie temperatury bez wątpienia spotkamy na Karaibach czy w azjatyckich krajach takich jak Tajlandia czy Wietnam. Niestety zazwyczaj wiąże się to z długą podróżą i spędzeniem kilkunastu godzin w samolocie. Szukając wyjazdu weekendowego do cieplejszej destynacji polecam rozważyć citybreak na Cyprze. To ciekawa opcja z lotami z wielu polskich miast. My akurat podróżowaliśmy z Gdańska i lot trwał ok. 3 godzin i 40 minut, czyli dosyć krótko jak na tak dużą różnicę klimatu. Pogoda jaką można zastać to upragnione słońce i 20-25 stopni Celsjusza.
Jak zorganizować niezapomniany wyjazd typu „citybreak”?
Loty
Tu zbyt wiele organizacji nie było i poszło gładko, bo Wizzair zafundował promocję. Bilety z Gdańska do Larnaki dla 2 osób kosztowały 328 pln. Idealnie na przedłużony weekend, czyli tzw. citybreak na Cyprze. Wylot w piątek wieczorem, powrót w poniedziałek w nocy, czyli 3 pełne doby. Lot to zaledwie 3 godziny i 40 minut, więc szybko można znaleźć się w miejscu dużo cieplejszym niż Polska.
Noclegi
Tu trochę więcej szukania, na początku zarezerowałem Frangiorgio Hotel z możliwością odwołania przez Agoda. Później jednak znalazłem fajniejszy hotel i w dodatku ze śniadaniami. Przy nim ostatecznie pozostałem – The Josephine Boutique Hotel za 172 USD, czyli ok. 745 PLN. Zlokalizowany w samym centrum Larnaki, bardzo blisko plaży, barów i restauracji. bardzo polecam hotel, bo znajduje się w na prawdę dobrym miejscu.
Jak się okazało na miejscu pokój bardzo schludny: łóżko, szafki nocne, mała kanapa i stoliczek, biurko i… rewelacyjne drzwi balkonowe. Podłoga na balkonie jest na tym samym poziomie co w pokoju i to jest zdecydowana zaleta. Po odsunięciu ogromnych drzwi balkon staje się przedłużeniem pokoju. Na balkonie dodatkowo stolik i 2 krzesła, btw. super jest posiedzieć na balkonie w grudniu.





Koszta
Wszelkie wyjazdy polecam planować z wyprzedzeniem. Pozwoli to uniknąć wysokich cen elementów składowych takich jak bilety czy noclegi. Organizacja citybreak’u na Cyprze należy do przystępnych kosztowo.
Podsumowując:
- Hotel (+śniadania): ok. 745 PLN
- Bilety lotnicze: 328 PLN (2 os.)
- Autobus Lotnisko – Larnaka – Lotnisko: 4-7€ / os. w 2 strony (autobusy nocne są droższe)
- Przejazd Larnaka – Nikozja – Larnaka: 8€ / os. w 2 strony
- Jedzenie: od 7-8€ do ok. 20€ za obiad
Citybreak na Cyprze – dzień 1
Wylot z Gdańska
Wylot miał być o 16:35, ale Wizzair na sam początek podróży zafundował nam 1h opóźnienia. Postanowiliśmy upolować stolik w jednym z 'barów’ niedaleko naszego gate’u. Tak rozpoczęliśmy weekendowy wyjazd już na gdańskim lotnisku przy whisky z colą. W międzyczasie wylot przesunął się o kolejne 30 minut i ostatecznie odlecieliśmy około 18:15.
Przejazd z lotniska do Larnaki
Po przylocie i wyjściu na halę przylotów należy iść w prawo, a następnie wjechać schodami lub windą na górę. Autobusy odjeżdżają z drogi, na którą można wyjść z górnego poziomu.
Zaraz po przylocie weszliśmy na górny poziom hali, ponieważ tak pokazywały oznaczenia. Tam można było przejść do przystanku, gdzie stał autobus nr 425. Zapytaliśmy czy jedzie do Larnaki, kierowca powiedział, że tak, więc zapłaciliśmy 3,5€ za osobę (taryfa nocna) i po kilku minutach ruszył.
Na przystanku był też czytelny rozkład po angielsku z wszystkimi autobusami jakie stamtąd odjeżdżają. Wrzucam Wam link lokalnych autobusów, czyli Larnaca Public Transport. Po kliknięciu na drugą trasę autobusu numer 425 znajdziecie mapkę jak jedzie i gdzie się zatrzymuje.
Warto zwrócić uwagę, że ostatni autobus z lotniska odjeżdża o 23:50 wg rozkładu na przystanku (lub 23:55 – info na stronie).
Na przystankach była też informacja o aplikacji PameApp, dzięki której można planować podróż komunikacją. Przyznam, że nie testowaliśmy, bo miała niską ocenę i komentarze, że nie działa.
W Larnace
My sprawdzaliśmy gdzie wysiąść na powyższej mapce jadąc już autobusem i wysiedliśmy na 12 przystanku, czyli „Larnaca Community Center”.


Okazało się, że to dobry wybór, bo przystanek jest blisko plaży i do hotelu mieliśmy spacerkiem, ok. 1 km.
Tego dnia dotarliśmy do hotelu ok. 23:00 (+1h do czasu w Polsce), poszliśmy na krótki spacer, kupiliśmy paczkę oliwek o lokalne piwo.
Po drodze do hotelu trafiliśmy na taką ciekawostkę jak na zdjęciach poniżej. Pierwszy raz widzieliśmy takie auto idąc z przystanku do hotelu. Później jeszcze kilka razy mijaliśmy te dosyć niecodziennie przyozdobione samochody. Jak później przeczytałem na Cyprze jest spora społeczność żydowska (ok. 6500 os.), a w samej Larnace jest kilka synagog.


Citybreak na Cyprze – dzień 2
Poranek
Dzień zaczęliśmy dosyć wcześnie jak na fakt, że byliśmy na wakacjach – wstaliśmy ok. 8:00.
Nasz hotel Josephine Boutique miał przy dokonywaniu rezerwacji niewiele droższą opcję ze śniadaniami i taką właśnie wybrałem. Powiecie a co z lokalnym jedzeniem? Oczywiście bez tego wyjazdu nie można zaliczyć do udanych, ale na lokalne jedzenie mamy jeszcze czas po południu i wieczorem.
Porada: Rezerwuj hotel ze śniadaniem – oszczędzaj czas i pieniądze!
Szukając hotelu poprzez agregatory ofert typu booking.com polecam w miarę możliwości i ceny wybierać śniadania w hotelu. To duża oszczędność czasu od rana, ponieważ nie musimy szukać lokalu z jedzeniem.
Warto pamiętać, że nie zawsze bar śniadaniowy można blisko znaleźć, czasem otwarte są od 9 czy 10, co zabiera czas na zwiedzanie i dochodzi kwestia finansowa. Trzeba liczyć się też z tym, że śniadanie w barze 'na mieście’ to zależnie od kraju 8, 15 czy nawet 20€ za osobę.
Jeśli chodzi o hotelowe śniadanie było na prawdę niezłe jak na taki hotelik. Było dostępne zarówno standardowe angielskie śniadanie jak i produkty lokalne takie jak sery feta i halloumi. Poza tym były oczywiście ciastka, chleby bananowy i pomarańczowy, opiekacz do chleba oraz kącik francuski ze słodkimi i wytrawnymi rzeczami z ciasta francuskiego. Było też mleko i płatki śniadaniowe, a na zamówienie można było też poprosić o omlet czy jajecznicę. Na prawdę warto wziąć tą opcję. Dodatkowo stołówka zlokalizowana jest 6 piętrze hotelu z widokiem na miasto i morze.


Wyjście nad jezioro Salt lake
Po śniadaniu wybraliśmy się przejść trochę po mieście, które było dosyć bogato przyozdobione świątecznymi ozdobami. Muszę przyznać, że świąteczny klimat w temperaturze ok. 25 stopni i słońcu ma swój niesamowity urok.
Następnie poszliśmy w kierunku plaży McKenzie. Sami mieszkamy w Gdańsku niedaleko plaży, a te na Cyprze nie są zbyt okazałe, więc skręciliśmy w prawo. Dalej przeszliśmy przez osiedle apartamentowców, które dopiero powstaje i poszliśmy w kierunku Salt lake. Słone jezioro było naszym celem, bo jest znanego z …. różowych flamingów.
Przeszliśmy wzdłuż brzegu, do punktu, który był oznaczony jako punkt obserwacyjny różowych flamingów. Chodzenia plażą nie polecam, bo buty mieliśmy oblepione w glinie, przez co ledwie dało się iść. W ogóle jezioro jest zaskakująco płytkie, bo flamingi na nim stoją daleko od brzegu. Myślę, że gdyby chcieć to możnaby do nich dojść. Poza nami spotkaliśmy jeszcze tylko 1 parę odważniaków, którzy szli tym bagnem. Różowych flamingów oczywiście nie było blisko brzegu. Stały w takiej odległości, że widać było tylko czarne punkciki. Mój aparat w telefonie ma zoom x50 i zaraz Wam pokażę jak to wyglądało na maksymalnym zoomie. Dla zawiedzionych turystów, którzy nie zobaczyli różowych flamingów tak jak my, została przygotowana … możliwość zostania parą flamingów 😉








Zwiedzanie Larnaki
Uważam, że najlepszy sposób na zwiedzanie to zgubienie się w nowym miejscu. W ten właśnie sposób można zobaczyć najciekawsze punkty miasta, a nie odhaczać wszystkim znane atrakcje.
W drodze powrotnej znad słonego jeziora znaleźliśmy świetne osiedle niesamowitych willi, a także ciekawy kościół – bardzo ładna okolica. Trafiliśmy też na świetną piekarnio-cukiernię o nazwie Zorbas Bakery, którą bardzo polecam. Kupiliśmy tam pyszny blok czekoladowy z migdałami. Warte spróbowania jest ciastko z Karobu, który rośnie na Cyprze od wieków i wyspa jest z niego znana. Piekarnia ma kilka punktów w mieście, między innymi przy dworcu autobusowym. Przeszliśmy też przez artystyczną uliczkę, która zwróciła naszą uwagę.







Kolacja
Po całym dniu spędzonym na spacerze i zaledwie jednym bloku czekoladowym na pół, potrzebowaliśmy solidnej kolacji. Zazwyczaj szukamy lokali po ocenie w Google i tak też było tym razem. Po sprawdzeniu wzrokowym 3 miejsc zdecydowaliśmy się na ostatnie z nich o nazwie Grill Chef i to był świetny wybór. Przystępne cenowo i dobre jedzenie zarówno wegetariańskie jak i mięsne. Można się solidnie najeść za przystępny pieniądz. Za 1,5L wina (trochę tam siedzieliśmy, serio – :D), pyszną miseczkę fety w pomidorach na ciepło, hummus z pitami, halloumi, 2 donery, dodatkową pitę i sos Tzatzyki zapłaciliśmy 32€. Gdybyśmy wiedzieli, że przystawki są takie duże, to byśmy tak nie szaleli 😉 Równie dobrze można było zjeść za 12-15€ i też byśmy się najedli, ale chcieliśmy popróbować i było warto. Oceńcie sami.





Wieczorne piwko
Chodziłbym struty 2 tygodnie gdybym nie znalazł lokalnego browaru warzącego swoje piwko. Tak też się stało i wylądowaliśmy w BREW Inc., w którym pomimo, że był piątek wieczór – było pusto. Piwo odstawało cenowo od innych lokali, bo z tego co pamiętam kosztowało 5-7€ zależnie od rozmiaru. Niestety jest to standard wszędzie, gdzie leją coś lepszego niż eurolager z nalewaka. W lokalu oczywiście można było spróbować kilku pozycji z nalewaka, lub po prostu wziąć deskę degustacyjną. Spróbowaliśmy po 2 pozycje i nasz wybór padł na piwo Tipsy Camel (Triple) i Bees Knees. Drugie z nich okazało się miodem pitnym z hibiskusa fermentowanym z miodem z kwiatów pomarańczy z dodatkiem ziół i przypraw. Obydwie pozycje warte spróbowania i urozmaicenia sobie oferty lokalnych siuśków jakie dostępne są w sklepach.
W związku z tym, że w poprzednim lokalu były tylko 2 osoby oprócz nas postanowiliśmy iść na dalszy spacer. Przechodząc obok lokalu z bogatym barem oraz ogródkiem zatrzymaliśmy się, obadaliśmy i okazało się, że jest tam kilka lodówek z piwem. Idealnie wstrzelili się w nasze potrzeby – dokładnie tego szukaliśmy, więc weszliśmy! Mieli nawet specjalne edycje z kolaboracji Pinty, Pohjala, Mikkellera i wiele innych dlatego zostaliśmy. Oferta lokalu o nazwie Savino okazała się przyjemną odskocznią od lokalnych sikaczy. Niestety większość piw w sklepach to albo coś po kroju lekkich eurolagerów albo miksy typu Capitan Jack.
Koty na Cyprze
Na Cyprze jest ogromna ilość kotów, są wszędzie i mają 'szczególne uprawnienia’. Pisząc to mam na myśli, że nie tylko chodzą po ulicach czy parkach, ale też po barach, restauracjach. Zdarzyło się nawet, że widzieliśmy jak kot wszedł do salonu fryzjerskiego i sobie po nim chodził. Co ciekawe siedząc w pubie, zauważyliśmy też że kot normalnie wszedł za bar i nikt go nie wyganiał. Oczywiście chodził tylko po podłodze, ale mimo wszystko nie jesteśmy przyzwyczajeni w Polsce do takiego dzielenia przestrzeni miejskiej z dzikimi kotami.
Tak na marginesie gdzieś w czeluściach internetu wyczytałem kiedyś, że jest taki trend żeby odbudowywać kolonie kotów w miastach. Niektóre miasta wyłapały bezpańskie koty i popadły w spore tarapaty. Dlaczego? Może niektórym trochę obrzydzę, ale powód jest prosty – mnożące się szczury. Szczególnie problematyczne było to w ciepłym klimacie, w miejscach gdzie na ulicach są śmietniki. Resztki jedzenia to coś, czym szczur nie pogardzi. Tutaj możecie zobaczyć sami ile tych kotów jest na ulicach.




Citybreak na Cyprze – dzień 3
Autobus Larnaka – Nikozja
Tego dnia nie chcieliśmy wstawać jakoś bardzo wcześnie typu 6 rano, żeby zjeść na spokojnie śniadanie w hotelowej stołówce i powoli się rozkręcić. Dlatego też z przejazdem do Nikozji wycelowaliśmy w autobus w okolicach 9:30-9:40.
Tak też się stało – znaleźliśmy autobus o 9:35 z przystanku Old Hospital Bus station. Na przystanek można dotrzeć w ok. 15 minut z centrum. Bierzcie pod uwagę, że może się tak zdarzyć, że to co sprawdzicie na rozkładzie to będzie godzina wyjazdu autobusu z dworca. Na powyższym przystanku jest w ciągu kilku minut.
Podróż do Nikozji trwa ok. 1 godziny i kosztuje 4€. Obsługuje je Intercity Buses. Podpinam Wam rozkład jazdy pomiędzy Larnaką i Nikozją.
Przyznam, że podróż autobusem na Cyprze przy 23-25 stopniach na zewnątrz jest dosyć ciekawym doświadczeniem. Żałuję, że nie zrobiłem zdjęcia, ale podczas przejazdu wsiadł pasażer, okolice 45 lat. Był ubrany w kurtkę-misia i rękawiczki oraz grubą uszatkę – generalnie zestaw na wyprawę polarną. Nadal zaskakuje mnie jak różnie ludzie odczuwają temperaturę.

Zwiedzanie Nikozji
Przed 11:00 dojechaliśmy do Nikozji, dworzec znajduje się w centrum miasta przy placu Solomou. Lokalizacja dworca jest bardzo dobra jeśli chodzi o rozpoczęcie zwiedania. Postanowiliśmy udać się w kierunku Murów Weneckich, bo Google pokazał lekko ponad 1 km spacerkiem. Po drodze wydarzyła się bardzo dziwna historia. Weszliśmy do sklepu, żeby zakupić wodę. Wchodzimy, biorę wodę z lodówki i idziemy do kasy a tu… nikogo nie ma. Wołamy, nic. Poczekaliśmy łącznie może z 4-5 minut, ale w środku brak obsługi. No nic, odłożyłem wodę na miejsce i wyszliśmy. Idziemy dalej, mijając masę uroliwych uliczek i pięknych mini-kamienic.
Nie udało nam się kupić wody, ale mijając kiosk-kawiarnię, przy której grając w szachy emeryci popijali mrożoną kawkę, postanowiłem też taką nabyć. Kawa okazała się kosztować chyba z 4-5 zł, a w środku tego miejsca oczywiście przechadzały się koty.


Mury Weneckie
Droga do Murów Weneckich okazała się trwać dłużej niż zakładaliśmy, ale ostatecznie dotarliśmy. Przyznam szczerze, że spodziewałem się czegoś więcej niż tylko ciągnącego się przez miasto muru. Chwilę przespacerowaliśmy się wzdłuż i postanowiliśmy nie marnować więcej czasu na tą atrakcję. Oczywiście nie chcę bagatelizować wartości historycznej miejsca, którego historia sięga XIV wieku! W żadnym wypadku, oczywiście warto przystanąć i pomyśleć o tym ile lat ma ten zabytkowy mur. Jednakże przy tak krótkiej wizycie jak nasza, 20 minut żeby przejść się wzdłuż to wystarczający czas.

Akwedukt
Kolejnym celem podróży był pomnik wolności i najstarszy akwedukt na Cyprze, który doprowadzał wodę do centrum miasta. Pomnik wyraża walkę Cypryjczyków o niepodległość i da się do niego dotrzeć dosyć szybko. Akwedukt z kolei jest zaraz po drugiej stronie ulicy, dosłownie 25m dalej. Jako, że to akwedukt to ciężko się nim zachwycać, ale na pewno warto go zobaczyć.


Turecka część Nikozji
Nawigacja podpowiedziała Nam, że za kolejne 1,5km dotrzemy do tureckiej części Nikozji. Udaliśmy się w tym kierunku miając przed sobą masę wąskich, kameralnych uliczek. Jedną z nich trafiliśmy do artystycznej części miasta, a następną do bardzo kameralnego kościoła. Na placu przed kościołem Panowie sprzątali teren ze…. spadających oliwek i pomarańczy – ciekawie się to ogląda.
Idąc w stronę Ledra Street, czyli ulicy, którą przechodzi się do tureckiej części minęliśmy Katedrę Świętego Jana. Chwilę dalej już na Ledra Street udało nam się kupić bardzo dobre pieczone kasztany. Polecam ten specjał, bo u nas jadalne kasztany nie są dostępne na ulicy, a i w sklepach bardzo rzadko.






Przejście na turecką stronę Cypru
Po chwili trafiliśmy na przejście przez 'granicę’ pomiędzy grecką i turecką częścią. Na granicy trzeba pokazać paszport na wyjściu z greckiej części, a następnie na wejściu do części tureckiej. Pamiętajcie, że musicie mieć paszport, bo z dowodem osobistym nie przejdziecie. Jest to dziwne doświadczenie, bo to jest to samo miasto, a nawet ta sama ulica. Po przejściu na drugą stronę różnicę widać gołym okiem. Dużo pustostanów, niektóre podwórka wyglądają jak slamsy. Opuszczone lokale wypełnione śmieciami i dziwny klimat, to jest coś co zwróciło naszą uwagę. Chcieliśmy wejść do wegeknajpy, którą znaleźliśmy na Google i miała opinię 4.9, ale okazała się dziwnym podwórkiem z zamkniętą bramą i tabliczką.
Po obejściu okolicy zrobiliśmy się głodni. Tu również pomocny był Google, ale kolejny lokal okazał się już istnieć i był na prawdę rewelacyjnie zlokalizowany. Krubera Restaurant and Cafe, bo o tym lokalu mowa, to idealne miejsce do zjedzenia typowo lokalnego jedzenia. Dodatkową zaletą tego miejsca, jest spory wybór różnych dań, zarówno wegetariańskich jak i mięsnych, a także dobre ceny.


Zwiedzanie tureckiej części
Kiedy napełniliśmy brzuchy wzięliśmy się za dalsze zwiedzanie tureckiej części i powrót na stronę grecką, skąd wieczorem o 20:00 odjeżdżał nasz autobus.
Zaczęliśmy od Büyük Han, który jest dosyć ciekawą budowlą, bo jest on uznawany za najstarszy budynek na Cyprze. Ma ok. 450 lat i na początku był karczmą dla kupców, następnie więzieniem, a później miejscem zamieszkania ubogich. Ci ostatni na tyle pogorszyli kondycję konstrukcji budynku oraz stan higieniczny w nim, że zostali z niego usunięci. Dziś to kawiarnia oraz sklepiki z pamiątkami znajdujące się na piętrze.





Następnie wybraliśmy się w stronę meczetu Selimiye oraz Bandabuliya, czyli miejskiego marketu, ale obydwa miejsca były zamknięte, więc nie mogliśmy wejść do środka. Obok znajduje się też uliczka z kawiarniami i barami.
Na naszej drodze powrotnej w kierunku greckiej części pojawił się targ, a raczej typowy rynek wyładowany po brzegi podróbkami od Diora po Balanciagę. Chyba nigdy w życiu tyle podróbek w jednym miejscu nie widzieliśmy. Znalazły się tam też jakieś bary i kawiarnie, ale głównym przedmiotem sprzedaży były tam ciuchy i biżuteria, zapewne również podrabiana.
Chwilę później byliśmy już na Ledra Street, gdzie spróbowaliśmy niesamowicie słodkich i tłustych tureckich słodyczy. W zasadzie była to Baklava i tradycyjne Soutzoukos, które możecie zobaczyć poniżej. O ile baklavę większość z nas zna, tak z tradycyjnym soutzoukos, czyli żelką z soku winogronowego z orzechami, spotkałem się pierwszy raz. Nie jest to coś niesamowitego, ale warto na pewno spróbować.






Powrót na grecką stronę Cypru
Po tym kalorycznym deserze poszliśmy w kierunku greckiej części. Po chwili byliśmy już na Ledra street przy punkcie kontroli paszportów po tureckiej stronie. Przeszliśmy na część grecką w kierunku centrum i zaczęliśmy myśleć o meczu finałowym mistrzostw w Katarze, który tego dnia miał się odbyć. Po chwili udało nam się znaleźć lokal D’avilla z fajnymi kanapami, piwem, shishą i meczem – tam spędziliśmy pozostały czas w Nikozji. Jak wiecie mecz trwał dosyć długo, bo była dogrywka i emocjonujące karne, więc ostatecznie poszliśmy na autobus po meczu. Do Larnaki odjchaliśmy w okolicach 20:30. W drodze powrotnej na dworzec udało nam się jeszcze przejść po placu obok dworca, na którym wystawiona była miejska choinka.



Wieczór w Larnace
Po godzinie byliśmy już w Larnace i poszliśmy się ogarnąć do hotelu, żeby późniejszym wieczorem wyjść na kolację. Tym razem zdecydowaliśmy się na Maqam Al-Sultan z kuchnią libańską. Restauracja znajduje się zaraz przy plaży i tuż obok imprezowej uliczki z barami oraz…. warsztatami rzemieślników. Polecam to miejsce, bo mają pyszne jedzenie i nawet sałatka była rewelacyjna i bardzo dobrze doprawiona. W ten sposób zakończyliśmy też 3ci i jakże udany dzień naszego citybreak’u na Cyprze.

Maquam Al-Sultan


Citybreak na Cyprze – dzień 4
Poranny spacer po Larnace
Tak oto dobrnęliśmy do ostatniego dnia. Chcieliśmy go wykorzystać na spokojne śniadanie, wymeldowanie i spacer po Larnace. Nasz lot powrotny był dopiero o 21:55, więc przed nami był dosłownie cały dzień.
Pogoda była rewelacyjna, bardzo słonecznie i ciepło, więc zaraz po śniadaniu wymeldowaliśmy się. Hotel oferował przechowalnię bagaży, więc je zostawiliśmy i poszliśmy na plażę. Idąc już plażą zaciekawiły mnie jakieś dziwne małe owłosione jajowate roślinki. Dzięki wyszukiwaniu po grafice namierzyłem, że to Trawa Neptuna, która oczyszcza morza i oceny. Co ciekawe występuje w zasadzie tylko w Morzu Śródziemnym.
Udaliśmy się w kierunku dworca głównego i knajpki wege, którą miałem na liście. Dworzec jest tak dziwnie zlokalizowany, że trudno na niego trafić i nie za bardzo jest oznaczony. Jeśli macie z niego gdzieś jechać lepiej wcześniej obadać lokalizację.
Następna w kolejności była knajpka Falafel Abu Dany ze średnią 4.7 i magiczne danie „falafel popcorn”. Ciekawa postać falafela – chyba z 12 małych kuleczek za ok. 4-5€.
Nie byliśmy głodni, ale na horyzoncie zobaczyliśmy kolejny oddział wspomnianej wcześniej Zorbas Bakery. Oczywiście weszliśmy, żeby kupić lody, ale okazało się że nie ma w kulkach i….wyszliśmy z ciastkiem z Karobu. Mam nadzieję, że kaloryczność tego ciastka zamykała się w 3 cyfrowej liczbie, ale było warto. W smaku jak przepalany cukier, ale z takim ziołowym posmakiem i lekką goryczką.
Powrót do centrum
Wróciliśmy do centrum mijając dziwny kościół (lokalizacja). Przechodząca obok starsza Pani powiedziała, że to prywatny kościół, co nas zaciekawiło. Po chwili spaceru znaleźliśmy się w okolicy Cerkwii Św. Łazarza. Zaciekawił nas lokal Secret garden wine and coffee bar, który okazał się pięknym podwórzem z drzewami cytrusowymi, pod którymi stały stoliki. Postanowiliśmy zamówić lemoniadę i lampkę wina. Odchodząc od naszego stolika właściciel zerwał 2 cytryny z drzewa – właśnie w celu przyrządzenia lemoniady! Później porozmawialiśmy z nim trochę i spróbowaliśmy mandarynek z drzewa obok – były na prawdę pyszne.











Po tym przyjemnym doświadczeniu postanowiliśmy przejść się jeszcze po mieście. Udaliśmy się w kierunku artystycznego kwartału ulic. Bardzo ciekawe miejsce, w którym króluje streetart, małe galerie z różnego rodzaju sztuką oraz instalacje uliczne. Bardzo pomysłowo i ciekawie zorganizowana okolica, ale taka bez nadęcia, raczej alternatywna. Myślę, że poniższe zdjęcia dużo wyjaśnią.



Pochodzili to i zgłodnieli, więc postanowiliśmy udać się na sprawdzone jedzenie w Grill Chef. W dodatku kurczył nam się czas do autobusu, więc nie czas na eksperymenty. Piękna pogoda i magiczna atmosfera świąt w tym ciepłym klimacie, nie zachęcały do powrotu do Polski. Temperatury oraz pogoda w kraju były niestety mocno zimowe. Jesteście ciekawi cen jedzenia? Poniżej wstawiam menu.


Przejazd na lotnisko i lot do Gdańska
Po jedzeniu wybraliśmy się do hotelu po nasze bagaże oraz zmienić strój na dostosowany do warunków polskich. Larnaka jest na prawdę nieduża, więc przedostanie się gdziekolwiek w dosyć krótkim czasie nie stanowi większego wyzwania.
Na lotnisko chcieliśmy się dostać autobusem, który wyrusza z dworca centralnego w Larnace. Tu spotkała nas kolejna niespodzianka, ponieważ przystanek, który jest zaznaczony na stronie jako działający okazał się….przystankiem dla szkolnego autobusu! Na przystanku nie staliśmy sami i zapewne dlatego kierowca najpierw zamrygał światłami, a następnie zatrzymał się i nas zabrał dodając jednocześnie, że to nie jest przystanek dla regularnych linii.
Warto wiedzieć, że przejazd linią nocną, którą jechaliśmy z lotniska kosztuje 3,5€, natomiast dzienna 2€. Mówimy tutaj oczywiście o autobusie tej samej linii, czyli 425. Mieliśmy zapas czasowy 'w razie czego’, ale dzięki uprzejmości kierowcy nie było dodatkowego stresu. Droga na lotnisko nie trwa długo, a autobus zatrzymuje się na tym samym przystanku co się do niego wsiada. Po dotarciu trzeba zejść na dół terminala i wejść na halę odlotów. Oczywiście jak przystało na ostatni kurs na danym locie – złapaliśmy opóźnienie. Jeśli dobrze pamiętam tylko 30 minut, ale jednak. W Polsce niestety pogoda okazała się zamiecią śnieżną połączoną z tzw. pluchą. Około godziny albo nawet dłużej zajęło nam polowanie na taksówkę w Gdańsku. Polecam zamówić kurs z zapasem czasowym jeszcze przed przylotem.
Podsumowują – wyjazd w 100% udany i polecam każdemu poczuć atmosferę świąt w ciepłym klimacie. Jest to coś wspaniałego i na pewno długo nie zapomnicie tego klimatu.













