Dzień 3 – Zwiedzanie destylarni i degustacja whisky Glengoyne oraz spacer po Glasgow
Poranek
Planując ten dzień spiąłem autobusy tak, żeby zdążyć na degustację, która odbywała się o 13:00 oraz załapać się na zwiedzanie destylarni Glengoyne. Ten dzień wymagał więc odrobiny dyscypliny jeśli chodzi o poranek. Na śniadaniu byliśmy w okolicach 7:30, bo jakoś koło 9:15 z dworca w Edynburgu wyjeżdżał nasz autobus (Citylink) do Glasgow. Tym razem wjechało szkockie śniadanie oraz salmon muffin. O ile to pierwsze oczywiście mnie nie zawiodło, tak salmon muffin okazał się jajecznicą na połówce kajzerki z kawałkiem łososia u góry. Całość była na prawdę dobra, ale chyba spodziewałem się czegoś bardziej spektakularnego.
Dojazd do destylarni
Tego dnia na dworzec przy Princess Street przedostaliśmy się miejskim autobusem Lothian nr 30 (nr 33 też tam jedzie). Przystanek oddalony był o 2 minuty od hotelu, więc nie było stresu.
Po ponad godzinie jazdy autobusem Citylink nr 900, łączącego Edynburg z Glasgow, kolejny raz wylądowaliśmy na dworcu przy Buchanan Street. Tu czekała nas przesiadka na autobus Midland Bluebird nr X10/X10A. Stojąc w budynku przodem do placu autobusowego należy kierować się w prawo do stanowiska 34. Stamtąd właśnie odjeżdża autobus, który kosztuje 6.70 GBP za osobę w 1 stronę za przejazd do destylarni Glengoyne. Najlepiej mieć gotówkę, ale kartą też można płacić normalnie u kierowcy. Przejazd trwa 60 min, a autobus zatrzymuje się pod samą destylarnią.
Jeśli potrzebujecie sprawdzić godziny odjazdów z przystanków dla konkretnych autobusów czy ich trasy to polecam bustimes.org (linkuję akurat X10A, bo o nim piszę).













Glengoyne – lowlander czy highlander?
Destylarnia Glengoyne jest bardzo ciekawym i zarazem dyskusyjnym przypadkiem, ponieważ leży na granicy regionów Highlands oraz Lowlands.
Choć sama destylarnia zaliczana jest do regionu Highlands, to whisky którą produkuje ma łagodny charakter zbliżający ją do trunków z Lowlands. Żeby dodać całej sytuacji więcej przewrotności beczki z whisky leżakowane są w magazynie po drugiej stronie ulicy – na przeciwko destylarni. To właśnie ta ulica stanowi granicę między regionami Lowlands oraz Highlands. Te fakty sprawiają, że whisky Glengoyne destylowana jest w Highlands, a leżakowana na terenie zaliczanym jako Lowlands! Wróćmy do wizyty w tej pięknie i przewrotnie położonej destylarni.
Zwiedzanie destylarni Glengoyne
Okolica jest malownicza – polany, wzgórza, strumyk oraz charakterystycznie wyglądający budynek destylarni. Weszliśmy na teren destylarni i tam kazano nam zjawić się 5 minut przed oprowadzaniem w budynku oznaczonym jako The Old Cooperage. Mieliśmy jeszcze 15 minut, więc udaliśmy się do wodospadu, który znajduje się zaraz za budynkami destylarni, a później na dosłownie 5 minut do sklepu zrobić rozeznanie.
Po chwili przyszedł starszy Pan i zaprosił nas na zwiedzanie destylarni. Zaczął od opowiadania o historii destylarni. Następnie przeszedł do procesu produkcji whisky oraz opisywał do czego służą poszczególne miejsca w destylarni. Podczas spaceru przeprowadził nas przez halę gdzie powstaje zacier, a następnie przez halę produkcyjną z alembikami gdzie destyluje się alkohol (powstaje New Make).
Degustacja whisky Glengoyne w destylarni
Zaraz po zakończeniu zwiedzania destylarni nastąpił etap, na który wszyscy czekali – degustacja. Zdecydowaliśmy się na opcję za 30 GBP od osoby. Obejmowała wspomniane zwiedzanie destylarni wraz z degustacją 3 whisky z podstawowego portfolio i pairingiem z ręcznie robionymi pralinami. Czekoladki były robione przez brytyjskiego fancy cukiernika Iain’a Burnett’a i na prawdę były rewelacyjne. W zestawie degustacyjnym whisky były następujące pozycje:

Zakupy w sklepie przy destylarni
Praliny otrzymane do degustacji były rewelacyjne i jak się okazało również dosyć drogie – 20 szt. to koszt 36.95 GBP. Można zakupić je w sklepiku destylarni oraz bezpośrednio na stronie czekoladowego rzemieślnika, który stworzył specjalny zestaw pralin do pairingu z whisky Glengoyne.
Co ciekawe w destylarni pracuje przemiła Polka, z którą zaraz po degustacji tak nam się miło rozmawiało, że ledwie zdążyliśmy odwiedzić sklepik destylarni i zdążyć na autobus (UWAGA: odjeżdża co 2 godziny!). Pozdrawiamy i dziękujemy za pyszny gift! 🙂
W sklepiku na szybko zakupiłem zestaw 3 sampli po 50ml (15YO, 18YO oraz edycja Legacy Series Chapter three) do wypróbowania na spokojnie w domowym zaciszu.

Na miejscu można było również nabyć i samemu nalać do butelki oraz zabutelkować niemalże 12 letnią whisky. Był to single cask leżakowany w beczce po rumie, w formie beczki podłączonej do nalewaka. Whisky ta to tzw. distillery cask i dostępna jest tylko w destylarni a jej koszt to 150 GBP za butelkę.
Okolica jest piękna, gdyby nam się nie spieszyło, żeby zobaczyć jeszcze kilka miejsc w Glasgow – najchętniej spędzilibyśmy tam kolejne 2h po prostu spacerując. Przystanek z 50m od bramy destylarni, więc po chwili byliśmy już w autobusie X10A do Glasgow. Czekała na nas kolejna porcja zwiedzania o czym za chwilę.
Zwiedzanie Glasgow
W Glasgow wysiedliśmy na dworcu głównym przy Buchanan Street by udać się w kierunku średniowiecznej katedry św. Mungo oraz cmentarza z grobami znanych mieszkańców miasta. Obydwa miejsca są ulokowane ok. 1,5 km od dworca, więc poszliśmy spacerem. Było już dosyć późno, bo pod katedrę dotarliśmy ok 17:00, więc nie udało nam się do niej wejść. Nie zawsze niestety wszystko uda się zobaczyć. Obawialiśmy się o wejście na cmentarz, bo podobno też jest do 17:00, ale chyba nie są w tej kwestii służbistami, bo spacerowaliśmy tam z godzinę. Trafiliśmy akurat na zachód słońca, więc widoki ze wzgórza były rewelacyjne. Co ciekawe na cmentarzu jest też grób Josepha Gomoszyńskiego, polskiego żołnierza, który emigrował do Anglii. Dał 3 publiczne wykłady o historii Polski, które później spisano.
Czasu mieliśmy jeszcze trochę, bo autobus do Edynburga odjeżdżał dopiero o 22:00, więc poszliśmy na Plac Jerzego (George Square).
Jedzenie w Glasgow
Po chwili przechadzki i robienia zdjęć udaliśmy się na metro, żeby dojechać do upatrzonej przez Anię wege miejscówki (Suissi Vegan Kitchen, ocena 4.9/5) z jedzeniem. Na miejscu niestety okazało się, że wszystkie stoliki mają zarezerwowane i nic nie zjemy. Postanowiliśmy zatem napić się Guinessa w barze Deoch An Dorus znajdującym się niedaleko i przemyśleć plan na jedzenie.
Znaleźliśmy dobrze ocenianą pizzerię o nazwie Paesano Pizza. Jest zlokalizowana bliżej dworca, bo jak wrócimy metrem do centrum to będzie już trochę mniej czasu. Na miejscu trochę się przeraziliśmy, bo była niemała kolejka, a na zegarku 20:15. Po 15 minutach czekania doszliśmy do wejścia. Jak się okazało chwilę później – zostaliśmy „zapisani” do oczekiwania na stolik i odesłani na drugą stronę ulicy. Jednak to chyba największa pizzeria jaką widziałem i Pan, który zarządzał zapisami zapewnił nas, że 15 minut i wejdziemy. Tak też się stało, w środku wszystko poszło sprawnie, do tego mieli nawet przyjemne piwko (Joker IPA). Rewelacyjne włoskie pizze przyszły do nas po może 5-10 minutach oczekiwania – prawdziwa fabryka! Zdecydowanie polecam to miejsce jak chcecie zjeść dobrą pizzę w Glasgow w fajnym lokalu.
Nie masz konta w Revolut?
Zarejestruj się i zgarnij nawet 150 zł!
Powrót do Edynburga
Najedzeni, szczęśliwi i odrobinę zmęczeni udaliśmy się w stronę dworca – wystarczy ok. 15 minut. Po chwili spaceru byliśmy już w autobusie jadącym do Edynburga. Co ciekawe każdy fotel miał zainstalowaną w tyle fotela ładowarkę indukcyjną do telefonu oraz uchwyt do położenia telefonu w poziomie. Świetne rozwiązanie do oglądania filmów w trakcie podróży!
Dodam też całkowicie od siebie, że autobusy Citylink, którymi jechaliśmy, należą do na prawdę komfortowych. Zaskoczyły mnie na prawdę wygodne fotele oraz niezbędne w obecnych czasach udogodnienia.












































