Dzień 4 – Zwiedzanie Edynburga i powrót do Polski
Poranek
Jak każdy ostatni dzień na wyjeździe oznaczał ostatnie pyszne śniadanie oraz ostatnie godziny na miejscu. W zasadzie zostało ich trochę, bo lot mieliśmy dopiero wieczorem. Tego dnia delektowaliśmy się śniadaniem, podczas którego rozplanowaliśmy ostatnie chwile na zwiedzanie Edynburga. Na listę 'atrakcji’ wskoczył Innocent Raillway tunnel obok Holyrood Park -> sklepik Holyrood Distillery -> ponownie Royal Mile -> Greyfriars Kirk & Kirkyard + Bobby’s grave (kościół, zabytkowy cmentarz i pomnik oraz grób psa Bobbiego) -> Pub Frankenstein -> Edinburgh castle. Niby mieliśmy na to cały dzień, ale jak tak teraz o tym piszę, to wygląda na prawdę ambitnie. A po drodze mieliśmy jeszcze podejść do sklepów Jeffrey St. oraz Cadenhead żeby nabyć jakieś fajne sample z whisky. Nic większego niestety nie mogłem ze sobą zabrać, no chyba że zakupione na tzw. 'bezcłówce’, ale o tym później.
Zwiedzanie Edynburga (Holyrood & Royal Mile)
Zaraz po śniadaniu dopakowaliśmy się i wykwaterowaliśmy, żeby na spokojnie zobaczyć rzeczy, które zaplanowaliśmy. Najpierw spacerkiem idziemy do tunelu oznaczonego na mapach Google jako Innocent Raillway Tunnel (a właśc. St. Leonard’s Tunnel). Idziemy, idziemy i …nie widać go. Okazało się, że jest dosyć dobrze schowany i trzeba skręcić w uliczkę a potem zawrócić i iść w dół. Tunel jest na prawdę długi (518m) i jak zauważyliśmy uczęszczany przez pieszych oraz rowerzystów. Został zbudowany na początku XIX wieku jako część linii kolejowej przewożącej węgiel i co ciekawe….wagony ciągnęły konie. Po przejściu całego zawróciliśmy i poszliśmy w stronę wspomnianej destylarni. Oczywiście okazało się, że sklep jest jeszcze zamknięty, więc skierowaliśmy się do centrum na Royal Mile. W Edynburgu jest sporo budynków przypominających kościoły, które co ciekawe nimi nie są. Budynki są zagospodarowane na jarmarki, szkoły, itp. Kilka razy byliśmy na prawdę zaskoczeni po przeczytaniu tabliczki na budynku. Jeden z przykładów znajdziecie na zdjęciach.
Grób psa Bobbiego – Greyfriar’s
Finalnie doszliśmy do kościoła oraz cmentarza Greyfriar’s, na którym znajduje się pomnik psa Bobbiego. Zarówno cmentarz jak i pies Bobby to dwie bardzo ciekawe historie i miejsca których nie można pominąć planując zwiedzanie Edynburga.
Zacznijmy od cmentarza, na którym znajduje się coś w rodzaju budki strażnika, jednak jakby trochę większej. Otóż w XVIII i XIX wieku wraz ze wzrostem liczby studentów medycyny zapotrzebowanie na zwłoki do przeprowadzenia autopsji bardzo wzrosło. Co za tym idzie zarówno studenci jak i medycy, a później też tzw. rezurekcjoniści (mafia wykradająca ciała z cmentarzy), musieili pozyskiwać ciała do badania. Czytałem, że był to niesamowity biznes i proceder na ogromną skalę. Jak się domyślacie budka na cmentarzu służyła wartownikowi, a czasem też rodzinie, do pełnienia warty na cmentarzu i pilnowania ciał. Krytycznym momentem był tydzień po pochówku, w którym rodzina na zmianę pilnowała ciała. Przerażone procederem rodziny zabezpieczały również groby kutymi metalowymi klatkami, oraz stosowały różne pułapki.
Druga historia, czyli historia psa Bobbiego zbliżona jest do historii japońskiego psa Hachiko. Bobby był psem rasy Skye terrier, który przez 14 lat czuwał przy grobie swojego właściciela John’a Gray’a. Pies został pochowany w bramie cmentarza, a na rogu ulic zaraz przed cmentarzem stoi fontanna z kopią oryginalnego pomnika psa. Ten oryginalny jest w Muzeum Edynburga.
Wracając do cmentarza to jest on niesamowicie stary, bo historia mówi o początku XVI wieku, ale nas zaciekawiło coś innego. Zauważyliśmy, że grobowce/krypty wbudowane są…w kamienice stojące częściowo w granicy cmentarza. Oznacza to, że ludzie, którzy je zamieszkują mają….trupa w ścianie. Choćby z tego powodu zwiedzanie Edynburga jest na prawdę fascynujące.
Pub Frankenstein
Zapewne inspiracją dla nazwy pobliskiego pubu Frankenstein stała się pierwsza z historii (podobno oryginalna książka dr Frankenstein również). Ania znalazła ten lokal i tam właśnie postanowiliśmy 'zwilżyć usta’ robiąc małą przerwę w zwiedzaniu miasta.
W pubie można zamówić drinka, piwa lub przekąski, ale poza tym ma rewelacyjny wystrój, a w wybranych godzinach odbywają się pokazy jak „Frankenstein ożywa”. Jako dziecko oglądałem ten film niejednokrotnie, nie mogłem pominąć tego miejsca. Postanowiłem taki właśnie pokaz nagrać, zobaczcie sami.
Zamek w Edynburgu
Wróciliśmy na wspomnianą już Royal Mile, która właśnie na Zamku ma swój koniec. Na miejscu było bardzo dużo ludzi, ale z placu przed Zamkiem był piękny widok na panoramę miasta. Wstęp na zamek był płatny, ale jak się okazało bilety na ten dzień były wyprzedane, więc polecam kupić kilka dni wcześniej na stronie Zamku w Edynburgu. Pula na najlepsze godziny na kilka dni do przodu dosyć szybko się wyprzedaje. Koszt to 19.50 GBP (osoby 16-64) lub 15.50 GBP (osoby 65+), a bilet kupuje się na konkretne 30 minut pomiędzy 9:30 a 16:30. Przy każdej godzinie podane jest ile zostało biletów. My finalnie nie weszliśmy na zamek i tą nieodwiedzoną atrakcją zakończyliśmy zwiedzanie Edynburga. Dorzuciłem to miejsce do wspomnianej już listy na następny raz 🙂
Czas się zbierać do domu
Ostatnie chwile postanowiliśmy spędzić na czymś przyjemnym, więc wybraliśmy się na poszukiwanie lokalu z jedzeniem. Ania zasugerowała lokal, który spodobał jej się wczoraj – postanowiliśmy go sprawdzić. Bread Meats Bread to chyba jakaś lokalna sieciówka, bo lokali widzieliśmy kilka, ale skusiliśmy się na piwo i burgera oraz frytki z parmezanem i sosem czosnkowym. O ile burger nie zapadnie mi na długo w pamieć, to frytki z czosnkowym i parmezanem były czymś nowym i chętnie bym na nie wrócił.
Po drodze na dworzec autobusowy odwiedziliśmy jeszcze sklep z whisky Jeffrey St., który ma spory wybór whisky oraz cygar oraz organizuje degustacje. Chwila rozmowy z Panią jak się okazało….z Polski, która poleciła nam kilka destylarni i rozwiała wątpliwości co do sampla, który zabiorę ze sobą. Lecimy tylko z podręcznym, a miałem już 4×50 ml z Glengoyne + kosmetyki itp. Decyzja padła na Longrow 21YO, który dołączył do wielu innych sampli czekających w kolejce na degustację.
W bezpośredniej okolicy dworca w Edynburgu jest również punkt znanego sklepu The Whisky Shop. Pierwszy raz widzę stacjonarny punkt i przyznam, że design wnętrza robi wrażenie.
Po chwili byliśmy już w naszym autobusie Citylink nr 978 jadącym na lotnisko w Edynburgu, którym dojazd zajmuje 26 minut. Muszę przyznać, że dworce są ruchliwe, ale świetnie zorganizowane. Na obydwu dworcach ruchem sterują specjalni pracownicy, a na płytę dworca nie można wchodzić ze względu na wzmożony ruch.
Lotnisko i… Macallan z 'duty free’
Lotnisko w Edynburgu nie należy do dużych, więc dosyć szybko można się przedostać do dowolnego gate’u. Szkocja, szkocka… tak po cichu liczyłem na to, że coś fajnego się znajdzie w temacie whisky. Po drodze więc obadałem dział z alkoholami z naciskiem na whisky, bo przejściu przez security już mogłem coś kupić. Chwila szukania i mamy to…. Macallan – Smooth arabica z The Harmony Collection dołączył do mojej mikro kolekcji! Szybki przelew na Revoluta, wymiana po dobrym kursie i jeszcze zniżka 5 GBP od Pani przy kasie za zakup powyżej 100 GBP. Całość operacji to może w sumie minuta – serio jaram się, że żyję w takich czasach, że to wszystko zajmuje chwilę, bez szukania kantoru i całej tej szopki.
Nie masz konta w Revolut?
Zarejestruj się i zgarnij nawet 150 zł!
Do odlotu pozostała jeszcze chwila, a po chwili okazało się, że doszło jeszcze ok 40 minut opóźnienia. W tej sytuacji zwiedzanie Edynburga postanowiliśmy zakończyć wchodząc 'na jedno’ do lotniskowej restauracji/pubu – The Sir Walter Scott. Ku mojemu zaskoczeniu po pierwsze mieli 2 pozycje z BrewDog’a, wybrałem Elvis Juice, a po drugie … w dobrej cenie. 6,8 GBP za butelkę chyba 675 ml (czy jakąś taką dziwną pojemność) w lotniskowej restauracji, to serio całkiem ok. Pojemność też idealna, bo 2 osoby mogły 'zwilżyć gardziołko’ przy jednym źródełku.
Po takim zakończeniu wyjazdu dalej było już tylko z górki. Boarding, chwila snu i jesteśmy w domu…otóż nie. Po nieprzyjemnych doświadczeniach polowania na taksówkę o 1 w nocy w grudniu, po powrocie z Cypru, postanowiłem nauczyć się na błędzie. Zamówiłem przez jedną z apek samochód na daną godzinę, żebyśmy się nie wkur…., znaczy stresowali po powrocie, tylko wsiedli i do domku spać. Po wylądowaniu okazało się, że godzina zamówienia w apce przesunęła się wraz z 1-godzinną różnicą czasową pomiędzy Polską, a Szkocją. Upraszczając…zamówiłem powiedzmy na 23:30, a po przylocie w apce widniała 00:30. Nosz kur… czaki, znowu to samo? Wtedy przypomnę przez ok. 1,5h próbowaliśmy bezskutecznie dotrzeć do domu, a dookoła tylko zimno, śnieg i walka o przetrwanie. Ostatecznie tym razem nie było aż takiego dramatu i mimo odwołania rezerwacji upolowanie nowej zajęło nam 10-15 minut.
Podsumowanie
Szkocja w kilku słowach
Była to nasza pierwsza wizyta w Szkocji, ale na pewno nie ostatnia. Zaskoczyła nas gościnność, przyjazne podejście ludzi, uprzejmość i otwartość. Oczywiście nie chcemy osądzać po 4 dniach pobytu jako turyści, ale nasze ogólne doświadczenie było bardzo pozytywne i chętnie wrócimy. W końcu jest kilka miejsc i destylarni, które zostały wpisane na 'następny raz’.
Ciekawostki
Musicie wiedzieć, że mnóstwo Szkotów w zimie, kiedy temperatura to 2-8 stopni powyżej zera – chodzi w krótkich spodenkach i zimowej kurtce! Szukałem informacji na ten temat i wyczytałem, że… chcą tym udowodnić swoje męstwo. Nie wiem na ile to prawda, ale nawet małe dziecki często w taką pogodę nie są wcale ubrane na cebulkę jak u nas.
Nie chcę mówić, że w Polsce nie ma miłych i pomocnych ludzi, ale w ciągu 4 dni w Szkocji mieliśmy kilka sytuacji gdzie ktoś zupełnie obcy bezinteresownie zagadał, polecił coś, poczęstował czymś, itp. Ciekawe jest to, jak zwykłe ludzkie zachowania potrafią zaskoczyć, kiedy nie jest się do nich przyzwyczajonym.
Co ciekawe muzea i galerie w wielu przypadkach są bezpłatne. Oczywiście nie wszystkie, ale sporo miejsc jest po prostu za darmo.
Ceny w Szkocji też trochę nas zaskoczyły, co ciekawe…pozytywnie. Może to przez ogromną inflację w Polsce, może przez fakt, że mieszkamy w Trójmieście i Sopot przyzwyczaił nas, że lepsze kraftowe piwo kosztuje 30 zł, a burger w Gdańsku 35-50 zł. Funt jest jednak ponad 5x droższy od złotówki i spodziewałem się, że wyjdzie dużo drożej. Uważam, że każdy wyjazd da się zorganizować w sensownej cenie wcale nie rezygnując z komfortu i to kolejny raz, kiedy bez problemu mi się to udaje.
W wielu miejscach spotkacie krany bez mieszacza, czyli dwa oddzielne. Jeden z wrzątkiem, a drugi z lodowatą wodą. Szkocja nie jest jedynym krajem, w którym stosowano to rozwiązanie. Można je spotkać także w Portugalii czy Hiszpanii.












































